strona główna Złote myśli, aforyzmy Cytaty, fragmenty adaptacje sceniczne polskie wydania polskie tłumaczenia autor - Edmond Rostand Cyrano de Bergerac - bohater adaptacje filmowe i inne ciekawostki - informacje linki

Cyrano de Bergerac Edmonda Rostanda w Polsce

polskie wydania

Louis Gallet:
Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac


Wydanie z 1991 roku

Najbardziej dostępne dziś wydanie:

Louis Gallet: Kapitan Czart : Przygody Cyrana de Bergerac. Tł. Wiktor Gomulicki. Wyd. 3. Warszawa: LSW, 1991. ISBN 83-205-4370-3.

Tekst online: plik PDF do pobrania

Louis Gallet

Wydanie z 1898 roku - przedmowa do tego wydania

Ilustracja z 1898 roku


Wydanie z 1957 roku


Wydanie z 2003 roku (Wydawnictwo Spichlerz)


Wydanie z 1958 roku
- wstęp do tego wydania

Wydanie z 1925 roku:

Warszawa: Nakład Bibljoteki Groszowej. Wydawnictwo Tygodniowe. Nr 26


WSTĘP (2 wydanie, Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1958)

Nie ma chyba w Warszawie starszego bywalca teatralnego, który by nie oglądał przed wojną, na scenie "Polskiego" albo "Narodowego", heroicznej komedii Rostanda Cyrano de Berfferac, a w tytułowej roli tej sztuki uroczego zawadiaki, Jerzego Leszczyńskiego, umiejącego znakomicie połączyć brawurową bojowość odtwarzanego przez siebie poety-libertyna z głębokim i rozrzewniającym liryzmem.

Romantycznie zawadiacka postać bohatera, tak podobna pod wielu względami do postaci Dumasowego d'Artagnana, wywierała wówczas niezatarte wrażenie na wyobraźni niejednego spośród młodszych widzów teatralnych i kierowała niejedne kroki do któregoś z warszawskich księgozbiorów, aby tam - w ciszy i w odpowiednim skupieniu - móc przeczytać pełny tekst komedii Rostanda w doskonałym, pełnym poezji przekładzie Włodzimierza Zagórskiego i Marii Konopnickiej.

Na pożółkłych kartach niewielkiej, oprawionej w grube buraczkowe płótno książeczki można też było z łatwością odszukać oryginalną charakterystyką Cyrana, złożoną - niby swoista mozaika - z poszczególnych "kwestii" aktorskich:

Znakomitszej istoty nie ma na tym świecie!
Rymopis!...
- Muzyk zdolny!...
- Fizyk!...
- Zawadiaka!...
- A jaki cudak pyszny, butna mina jaka!...

Po tych słowach następował zaraz rysopis dokładniejszy, umożliwia­jący bardziej plastyczne wyobrażenie sobie postaci bohatera:

- O tak, tak, dziwak z niego!... I wątpię okrutnie,
By tę postać, co z tłumu odrywa się butnie,
Uroczysty pan Champaigne uwiecznił na płótnie...
Lecz przesadny, dziwaczny, pocieszny, szalony,
Dla Callota on jakby umyślnie stworzony,
Ten warchoł ponad wszystkie cudacki warchoły:
Kapelusz? O trzech czubach!... Kaftan? Sześciopoły! ...
I płaszcz, który zadziera z tyłu jego buta
Szpadą... niby zuchwały ogon u koguta...
Butniejszy niźli wszystkie Gaskończyki razem,
Dumnego Artabana będący obrazem,
Dźwiga on ponad sutą krezą Pulcinelli
Nos..: ach, waszmoście mili, czyście też widzieli
Ten nos?... Na widok jego, gdy się z nim przechadza,
Zbiera nas chęć zawołać: "Ależ nie, przesadza!..."
I patrzym, żali tego nie złoży toboła?
Ale pan de Cyrano nie składa go zgoła.

Co innego, oczywiście, fikcja poetycka, a co innego - rzeczywistość historyczna. Autor komedii wiele w swoim utworze przejaskrawił, wiele też najzupełniej niepotrzebnie dotworzył, i namalowany przezeń portret Cyrana nie we wiszystkim"na pewno odpowiada oryginałowi, chociaż z drugiej strony nie sposób zgodzić się z uczonym romanistą Rachmielem Brandwajnem, który utrzymuje że "w barwnym obrazie E. Rostanda poza bitnością rtylko jeden szczegół jest bezwzględnie prawdziwy: nos. Wystający niby kawaleryjska pika nos-olbrzym, groźny i władczy."

Ach ten nos! Nos zaiste nie Kleopatry, chociaż - jeżeli wierzyć podwójnej tradycji - i on miał przecież wiele wspólnego z niezbyt regularnym noskiem królowej egipskiej. To przede wszystkim, że w jakiś charakterystyczny sposób ukształtował zawikłaną biografię swego posiadacza, wpływając na bieg jego romansów oraz przysparzając mu niemało pojedynków.

Monstrualny nos libertyna należał do owej bogato rozgałęzionej rodziny nosów charakterystycznych, których wstępnym wyliczeniem i opisaniem zajął się w drugiej połowie XVII w. wybitny poeta polski Zbigniew Morsztyn, poświęcając temu przedmiotowi osobną wierszowaną burleskę. Zapoznajmy się przynajmniej z jej fragmentem.

Jeden jest właśnie kształtny i który Natura
Dobrze odlała; drugi bardziej do pazura
Niż do nosa podobny: mały, zakrzywiony;
Inszy, trochę przysporszy, wisi pochylony
I zagląda do gęby, gdzie jak indeks jaki
Ukazuje godziny; drugi zasię taki
Jako największy kilof. Ten więc przyrównują
To do kotwic, którymi okręty hamują,
To do haków, którymi też nawy spajają,
To do osęk, co nimi ognie rozrywają.
(...) inszy zakrzywiony
Wzgórę jak u perlisie; inszy zawieszony
Właśnie jak ów nad Wisłą gmach potrzebny, ale
Najdziesz, i taki, co nim najmocniejsze pale
Jak babą wbijać możesz lub rozkołysanem
Najwarowniejsze mury rozbijać taranem...

Potężnemu organowi Cyrana odpowiada bodaj ostatni nochal wspomniany przez polskiego poetę - nochal prawdziwie bohaterski. Nasuwa Cyranowego oblicza? Otóż rzecz to niewykluczona - mógł bowiem dowiedzieć, się o tej osobliwości od któregoś z Francuzów przebywających na dworze Jana Kazimierza-ale chyba mało prawdopodobna. Przy sposobności warto jednakowoż zwrócić uwagę czytelników lia Morsztynowy opis trzeciego z kolei nosarmonstre, który "wisi pochylony - i zagląda do gęby, gdzie jak indeks jaki - ukazuje godziny..."

A toż to przecież dokładny opis nosa Cyranowych Selenitów, którzy "dzięki tej dogodności - jak pisze. Gyrano w swoich Państwach i Cesarstwach Księżyca - obywają się bez zegara, mają bowiem na zębach oznaczone godziny tak dokładnie, że gdy chcą określić czas, rozchylają wargi, a cień nosa padając na zęby niby na tarczę zegara wskazuje go zainteresowanemu".

Dość jednak z tą materią. Nawet największy nos nie powinien zasłonić nam swoim cieniem spraw ważniejszych, a przede wszystkim właściwej biografii interesującego nas francuskiego pisarza-libertyna.

Autentyczny Cyrano - Sawiniusz de Cyrano, jak opiewała metryka przyszłego pisarza - urodził się w r. 1619 w Paryżu, w bogatej rodzinie mieszczańskiej, do której należał wówczas zamek Maowienes, wznoszący się w dolinie Chevreuse, położonej niedaleko stolicy.

Kto wie, czy to nie ów zamek właśnie - gmaszysko wyraźnie przecież uwydatniające szlacheckie i jaśniepańskie pretensje jego właścicieli- przyczynił się do rozbudzenia nadmiernej dumy i ambicji w młodym Cyranie, który w obrębie jego murów spędził najwcześniejsze dzieciństwo. Jemu to w każdym razie zawdzięczał Cyrano drugą (szlachecką!) cząstkę swojego nazwiska, ponieważ zamek i ziemie Mauvieres znajdowały się ongiś w posiadaniu szlacheckiego rodu Bergeraków.

Łata szkolne upłynęły Cyranowi w Paryżu, w kolegium Beauvais, którego- kierownikiem był Jan Grangier, uczony profesor wymowy łacińskiej, uwieczniony później przez niewdzięcznego wychowanka w komedii wymownie zatytułowanej Pedant wystrychnięty na dudka. Pedantem był oczywiście, jak się łatwo domyślić, ówże uczony profesor: Do ulubionych zabaw w kolegium należała też zgadywanka na te­mat: "Kto to jest Grangier?" Odpowiedzi - skrzętnie zanotowane przez Cyrana - były istotnie oryginalne.

- Wedle dawnej tradycji przyniesiono go tutaj z Kairu, gdzie został znaleziony w starożytnym lochu; w pobliżu jakiejś mumii, pod ruinami obalonej piramidy.
- To istny olhraiz chaosu.
- To przykład na metempsychozę Pitagorasa.
- Jego oblicze mogłoby dostarczyć rubinów.
- A oddech mógłby służyć za środek na wymioty.
- Uszy zaś za skrzydła wiatraka.

Po opuszczeniu kolegium (1637) Cyrano oddał się na kilkanaście miesięcy niefrasobliwemu życiu młodego eleganta, trwoniąc czas (i pieniądze ojcowskie) na wszelkiego rodzaju uciechy światowe, jakich tylko mógł mu dostarczyć ówczesny Paryż. A uciech takich było rzeczywiście niemało.

"Była to epoka - pisze o tych czasach Teofil Gautier - owych pięknych awanturnic, Hiszpanek i Włoszek, istot dumnych a zarazem lubieżnych, które miłowały jednaką miłością złoto, krew i pachnidła; była to epoka maskarad, zalotów hiszpańskich - uroczystych zarazem i rozpasanych, miłostek namiętnych aż do poniżenia się, gwałtownych aż do okrucieństwa, sonetów i ulotnych wierszyków, wielkiej pijatyki, wielkiej zabijatyki i wielkiego kosterstwa."

Wykąpawszy się aż po szyję w wirze tych różnorodnych uciech Cyrano postanowił spróbować dla odmiany zwykłego chleba żołnierskiego. Było -to w r. 1639, akurat podczas nowej wojny francusko-austriackiej, która toczyła się ze zmiennym szczęściem w Szampanii i w Pikardii. Cyrano zaciągnął się do gwardii królewskiej, do kompanii złożonej prawie "wyłącznie z Gasikończykóiw, i już po krótkim czasie zasłynął wśród swoich nowych towarzyszy jako nieustraszony pojedynkarz, któremu nadano zasłużony przydomek "demona brawury". Kariera wojskowa nie trwała zresztą zbyt długo. W kilka miesięcy po rozpoczęciu wojaczki młody paryżanin został ciężko ranny kulą muszkietową pod Mouzon, na pograniczu Szampanii, a w rok później - kiedy znajdował się wśród wojsk oblegających Arras - otrzymał dodatkowo potężny cios szpadą i musiał, rad nierad, pożegnać się już na zawsze ze służbą wojskową.

Powróciwszy do Paryża libertyn - bo Cyrano stał się już w owym czasie libertynem - podzielił swój czas na trzy równe mniej więcej części, oddając się kolejno: studiom naukowym, zajęciom literackim oraz poszukiwaniu awantur.

Studiom naukowym młodzieńca patronował świeżo właśnie przybyły do Paryża (1641) Pierre Gassendi, wyznawca filozofii Epikura i odnowiciel starożytnej atomistyki, który wywarł znaczny wpływ na ukształtowanie się światopoglądu Cyrana jako przyszłego autora powieści filozoficzno-fantastycznych. Nie on sam był zresztą mistrzem młodego junaka, już wkrótce bowiem (1642) podzielił ten zaszczyt z imć panem Dupron, tancmistrzem, oraz z imć panem Moussard, najsłynniejszym w stolicy nauczycielem szermierki.

Owe studia szermiercze nie były bynajmniej rozrywką, ale w dosłownym znaczeniu tego słowa koniecznością, pojedynki bowiem przybrały w owym czasie charakter jakiejś groźnej epidemii społecznej. Nie pomagały na tę chorobę ani edykty królewskie, ani gromkie kazania kaplanów, "ani nawet surowe kary władz świeckich i duchownych, ponieważ załatwiamie różnicy zdań na drodze pojedynku należało wtedy do tzw. "dobrego tonu" i stawało się powoli wielce szanowaną instytucją szlachecką. Bili się przeto krewniacy (w r. 1643 odbył się głośny pojedynek pomiędzy szwagrami: panami de Coligny i de Guise), bili księża (np. ksiądz de Retz), biły nawet kobiety. Nic też dziwnego, że pojedynki zabierały corocznie tysiące ofiar spośród szlachty francuskiej, płacącej śmiercią albo kalectwem za fałszywie pojęty "punkt honoru". Tak np. w r. 1652, w wyniku spotkania księcia de Nemours z hrabią de Beaufort, które odbyło się przy udziale ośmiu przyjaciół-sekundantów, kilku uczestników wyszło z lżejszymi ranami, jeden był ciężko ranny, a trzech zostało zabitych.

Cyrano był pod tym względem szczęśliwszy, stoczywszy bowiem wielką liczbę pojedynków i ciężko poraniwszy wszystkich przeciwników, sam wyszedł wszelako bez najmniejszego szwanku. Ominął go też szczęśliwie smutny los hrabiego de Bouteryille, który -zgładziwszy ze świata kilkunastu tęgich szermierzy został wreszcie pojmany na mocy edyktu królewskiego i ścięty na placu publicznym.

Do najsłynniejszych ówczesnych przygód Cyrana należał jednakowoż nie pojedynek, ale formalna bitwa, jaką stoczył w obronie swego przyjaciela, kawalera de Lignleres, z czeredą zbirów hrabiego de Guiche, liczącą ponoć około stu zabijaków. Bitwa odbyła się w pobliżu fos otaczających bramę Nesle i przyniosła bezapelacyjne zwycięstwo naszemu bohaterowi, który dwóch przeciwników zabił, siedmiu poranił, a resztą zmusił do niesławnej ucieczki.

Nieco gorzej wypadła późniejsza potyczka, stoczona przez libertyna z bandą dowcipnisiów przedrzeźniających go przed wejściem do teatrzyku Briochego. Bandę co prawda rozpędził, a jednego z dowcipnisiów położył nawet trupem, nie domyślając się jednak w ferworze walki, że przebija szpadą nie człowieka, ale przebraną małpę jarmarczną! Możemy sobie wyobrazić minę Cyrana i jego późniejsze kłopoty, związane ze słusznymi pretensjami rozżalonego właściciela zwierzęcia.

Trzecią słynną przygodą naszeąo awanturnika była jego utarczka z Mointftourym, słynnym ówczesnym aktorem, który puścił jakieś złośliwe żarciki na temat Cyrana i któremu obrażony Cyrano zakazał pojawiać się w ciągu miesiąca na deskach scenicznych.

Zabawna ta utarczka została uwieczniona w arcyoryginalnym dokumencie literackim. Cyrano bowiem, pragnąc dokuczyć swemu przeciwnikowi, który odznaczał się monstrualną otyłością, wystosował do niego, złośliwą epistołę, naszpilkowaną wyszukanymi złośliwościami osobistymi.

"Pozwól mi - pisał bezlitosny dowcipniś do swojej ofiary - że przekażę twój wizerunek potomności, która rada będzie dowiedzieć się któregoś dnia, jakeś w istocie wyglądał. Dowie się więc ona przede wszystkim, że Natura, która położyła ci głowę na samych piersiach, naumyślnie nie chciała umieścić w tej okolicy szyi, ażeby uchronić ją w ten sposób od złośliwości twojego horoskopu; dowie się dalej, że twoja dusza jest tak zawiesista, iż mogłaby doskonale służyć za ciało jakiejś nieco szczuplejszej osobie; dowie się, że to miejsce, które u ludzi nazywają obliczem; znajduje się u ciebie tak bardzo poniżej ramion, a to, co nazywają ramionami, tak bardzo powyżej oblicza, iż przypominasz swoim wyglądem świętego Dionizego dźwigającego w rękach własną głowę! Dodam jeszcze, że podaję jeno połowę tego, co oglądam, gdy spuszczę bowiem oczy na wysokość twego kałduna, wydaje mi się, jakbym widział w jego otchłani wszystkich wiernych spoczywających na łonie Abrahama, świętą Urszulę niosącą w zawiniątku swojego płaszcza jedenaście tysięcy dziewic albo też konia trojańskiego naszpikowanego czterdziestoma tysiącami wojowników. Mylę się jednak: tyś przecież jest czymś jeszcze spaślejszym..." .

List do Montfleury'ego- doskonały przykład barokowej groteski ówczesnej był tylko jednym spośród licznych literackich listów Cyrana, które, chciwie czytane rozchodziły się po całej stolicy przynosząc swemu autorowi niemałą sławę literacką.

Były wśród nich także listy do kobiet, jakże odmienne jednak pod względem stylu i nastroju! Oto, tytułem przykładu, jedna niewielka próbka tego rodzaju missywy.

"Pani! Wiem doskonale, że żyjemy w kraju, w którym przekonania gminu są tak nierozsądne, iż kolor rudy, przynoszący zaszczyt najpiękniejszym nawet włosom kobiecym, traktowany jest tylko z pogardą; wiem jednak równie dobrze, że ci głupcy których ożywia zaledwie mętna piana dusz prawdziwie rozumnych, nigdy by nie umieli sądzić jak trzeba o rzeczach doskonałych, z powodu odległości, jaka dzieli niskość ich umysłu od wzniosłości dzieł, o których wydają opinię bez łch należytej znajomości; jakakolwiek byłaby zresztą niezdrowa opinia tego potwora o stu głowach, pozwól mi Pani, że wypowiem się o twych boskich włosach jak człowiek obdarzony dowcipem. O świetlisty wysięku esencji najpiękniejszego z bytów widzialych, obdarzone rozumem odbicie pierwiastkowego ognia Natury, najdoskonalej wypracowany obrazie Słońca, nie jestem tak grubiański, żeby nie rozpoznać mojej królowej w córce tej Istoty, którą moi ojcowie uznawali za swego Boga..."

Jak widzimy, umiał Cyrano posługiwać się w swoich utworach panującym wówczas w literaturze modnym stylem "precieux", chociaż równocześnie widział jego przesadę i śmieszność. Dobitny dowód tej drugiej postawy znajduje się w opisie jego podróży na Słońce, kiedy to przytoczył charakterystyczne słowa młodej kobiety, pochodzącej z Królestwa Prawdy, o sposobie wyrażania uczuć przez mieszkańców Królestwa Zakochanych.

"Jeden z zakochanych we mnie - opowiadała młoda kobieta- napisał (a Człek ów nie chciał mnie oszukać, skoro mnie kochał), że zdesperowany moim wyjazdem wylał ocean łez. Inny zapewnił mnie, że w ciągu trzech dni ze źrenic jego wyciekła cała krynica; a kiedym z miłości dla nich przeklinała złą godzinę, w której mnie ujrzeli, jeden z liczby moich niewolników nadesłał mi wieść, że po poprzedniej nocy oczy jego wystąpiwszy z brzegów wywołały potop. Odebrałabym sobie życie, aby nie sprowadzać-tylu nieszczęść, gdyby posłaniec nie przydał, iż jego Pan kazał mnie zapewnić, że zażegnał katastrofę wysuszywszy ów potop żarem własnej piersi. Łacno pan tedy wyciągniesz wniosek, że Królestwo Zakochanych to kraj nader podmokły, gdyż ludzie tameczni rozumieją tylko taki płacz, kiedy spod powiek tryskają im strumienie, krynice albo górskie potoki."

Porównajmy z tą dowcipną parodią odpowiedni ustęp świetnego wiersza Stanisława Morsztyna Odkryta szczerość kawalerska:

Damy, powiemli wam kiedy życzliwie:
"Źródła łez z oczu moich wypadają,
Oczy me z płaczu rzekami się stają
I że mizernie żyję i płaczliwie,
Że potop w sercu i morze łez noszę" -
Nie wierzcie, damy, nie wierzcie mi proszą.
Rzeki nie są łzy ani łzy rzekami;
Nie z oczu rzeki, ale z morza płyną;
Łzy też nie w morzu, ale w chustce, giną,
I ryb nie łowią w oczach niewodami.
Żart to jest mówić: ,
A oko suche nic nie czerwienieje..."

Dowcip polski niedaleko jak widzimy, odbiegł wówczas od francuskiego.

Listom Cyrana zaczęły wkrótce towarzyszyć inne utwory literackie: wymyślne zagadki, dziwaczne opisy, kunsztowne wiersze, nareszcie sztuki teatralne, pisane jednak -o dziwo! -na modłę wyraźnie klasyczną. Najpierw powstał słynny satyryczny Pedant (1646), później zaś potężna machina dramatyczna zatytułowana Śmierć Agrypiny, w której wolnomyślny autor wypowiedział ustami Sejanusa kilka śmiałych myśli na temat wierzeń religijnych.

Równocześnie zaczęło rosnąć w rękopisie główne dzieło Cyrana, dojrzały owoc jego długoletnich lektur, dyskusyj i rozmyślań, które autor ubrał ostatecznie w oryginalną szatę powieści fantastyczno-filozoficznej. Pierwsza jej część nosiła tytuł Państwa i Cesarstwa Księżyca - Państwa i Cesarstwa Słońca, obie zaś zawierały wielce sensacyjną, a zarazem głęboko pomyślaną i rewelacyjną pod względem artystycznym opowieść o rzekomych podróżach autora na wymienione w tytułach planety.

Pomysły Morusa, Campanelli i Godwina, nowatorsko połączone z niektórymi poglądami Kartezjusza i Gassendiego, a przede wszystkim z elementami bujnie rozwijającej się we Francji XVII w. filozofii pisarzy-libertynów, przyniosły w rezultacie dzieło niezwykle oryginalne, które - gdyby ogłoszono je w całości za życia autora - obdarzyłoby go bez wątpienia sławą w całym ówczesnym świecie literackim i naukowym.

Cyrano nie drukował go jednak (możliwe, że obawiał się nieco reakcji, jaką wywołałyby wśród obskurantów niektóre śmielsze poglądy na istotę Boga, bytu oraz materii), chociaż pokazywał niejednemu ze swoich przyjaciół i znajomych. Miał zresztą dosyć kłopotów ze swoim życiem osobistym, które ciągle obfitowało w gwałtowne starcia i potyczki- raz na pióra, raz na rapiery.

Okres Frondy (1648-1651) przeżył po trosze jak kameleon: najpierw jako zacięty wróg Mazariniego, którego atakował w złośliwych wierszach satyrycznych, później jako jego stronnik, atakując z kolei frondystów, a w szczególności swego kolegę po piórze Scarrona, znakomitego twórcę burleski. Wziął też czynny udział w licznych ówczesnych polemikach literackich, w których wyróżnił się dzięki swemu ognistemu temperamentowi, ściągającemu na głowę polemisty nienawiść wielu oponentów. Co gorsza, nienawiść owa zaczęła się powoli materializować, przechodząc z kart pamfletów bezpośrednio na bruk paryski, który dla naszego awanturnika począł być coraz bardziej gorący.

Nie pomogło zafundowanie sobie protektora (księcia d'Arpajon), nie pomogły również ostrzeżenia i pogróżki publiczne, które Cyrano ogłaszał w swoich ulotnych listach z lat pięćdziesiątych, kierując je w głównej mierze przeciwko jakimś bliżej nie znanym wrogom w habitach jezuickich. Obława na libertyna stawała się coraz bardziej zaciekła.

Pierwszym jej sygnałem była bodaj awantura sprowokowana pod koniec r. 1653 na paryskiej premierze Agrypiny dalszym rozwinięciem- nieudany zamach na Cyrana dokonany przez "brutala przyzwyczajonego do morderstw," który spóźnił się o jeden dzień zaledwie" (jak pisał później napadnięty filozof), epilogiem słynny epizod z ciężką belką, która "przypadkowo" spadła z dachu na głowę Cyrana, akurat wtedy, gdy przechodził pewnego wieczoru koło jednego z codziennie mijanych domów paryskich, powracając do pałacu diuka d'Arpajon.

Ciężko ranny poeta został umieszczony przez przyjaciół w domu jednego ze swych wielbicieli, gdzie przeleżał przez kilkanaście miesięcy, walcząc ze śmiercią i czyniąc sobie wyrzuty, że "tyle pięknych dni życia upłynęło mu bez najmniejszego pożytku".

Na pięć dni przed zgonem libertyn opuścił łoże boleści i przeniósł się. do mieszkania swego krewniaka w Sannois pod Paryżem. Tam też właśnie, 8 lipca 1655 r., pożegnał się ostatecznie ze wszystkimi swymi wspomnieniami i marzeniami.

"Zmartwychwstanie" Cyrana nastąpiło w półtora roku później. Było nim oczywiście pierwsze wydanie - okrojone, niestety, i bardzo niestaranne- jego głównego dzieła literackiego i filozoficznego.

Romantycznie rozwichrzona biografia Cyrana budziła przez długi czas zaciekawienie w kołach historyków i literatów, pragnących) dokładniej się zapoznać z oryginalną postacią tego poety, filozofa i zabijaki, który zapłodnił swoimi pomysłami wielu późniejszych pisarzy, zarówno utopistów i fantastyków, jak poetów i dramaturgów (np. Moliera).

Najpierw powstały oczywiście życiorysy i studia naukowe, oparte w dużej mierze na wspomnieniach jednego z przyjaciół Cyrana (Henryka Le Bret), który przestawał z libertynem od jego najwcześniejszego dzieciństwa aż do samego zgonu. Później nakreślono jego barwne portrety literackie, które wyszły spod doświadczonych piór Karola Nodier oraz Teofila Gautier (ten ostatni uwiecznił Cyrana w swoich pysznych-Groteskach,, 1844). Na samym końcu dopiero zainteresowali się Cyranem beletryści: powieściopisarz Ludwik Gallet (1878) oraz dramaturg Edmund Rostand (1897).

Gallet (1835-1898), którego barwną powieść mamy właśnie przed sobą, nie przedstawia poza tym jako pisarz oryginalny większego interesu literackiego. Drugorzędny powieściopisarz i komediopisarz, wsławił się on przede wszystkim jako płodny librecista i sumienny... urzędnik. Nic byśmy też o nim nie wiedzieli, gdyby nie jego powieść o Cyranie, dzięki której ocalił swoje nazwisko dla potomności i której tematem zapłodnił bodaj wyobraźnię stokroć zdolniejszego od siebie Rostanda, przyczyniając się w ten sposób do powstania komedii poświęconej osobieswojego bohatera. Śmiało też możemy go nazwać przysłowiowym już mianem autora jednej jedynej książki.

Trzeba zresztą przyznać, że jego Kapitan Czart (pierwodruk 1878) to powieść udana, a choć niezbyt oryginalna pod względem artystycznym (powstała bowiem w ciasnym kręgu wzorów powieściowych Aleksandra Dumasa), to jednak naprawdę interesująca i pożyteczna. Typowy to romans spod znaku "płaszcza i szpady", pełen awanturniczych przygód i zawikłąnych intryg, które prowadzą wartkim nurtem, do szczęśliwego zakończenia. Skomplikowanej i barwnej fabule towarzyszy w powieści interesująco odmalowane, tło historyczne, na którym poruszają się w szybkim tempie postacie bohaterów. Stary Paryż z tysiącem swoich gmachów i krętych uliczek; potężne mury baszt oraz na pół zrujnowane domiska zagubione w ciemnych zaułkach; przedstawienia "komediantów królewskich" i teatrzyki marionetek; ponure wnętrza więzienne i jasne, przestronne salki rozmaitych oberży; wytworne salony arystokracji i skromne izdebki kabalarek; sceny z życia literatów, wędrownych aktorów i Cyganów; tajemnicze porwania i spotkania; miłość prześladowiama i pełna poświęceń przyjaźń: ukradzione dziecko i tajemniczy testament, wreszcie kilka znakomicie odmalowanych scen pojedynkowych - oto błyskawiczny przegląd obrazów i scen Kapitana Czarta, który stanowi swego rodzaju wzorowy przykład swojego gatunku literackiego, pełniąc do pewnego stopnia rolę pośredniego ogniwa pomiędzy Trzema muszkieterami Dumasa, a Kapitanem Fracasse Gautiera. Wszystko to zresztą łączy się w zgrabnie skomponowaną i zajmującą opowieść, która trzyma czytelnika - przede wszystkim zaś czytelnika młodocianego - w nieustannym napięciu i nie pozwala mu spokojnie zamknąć książki przed całkowitym zakończeniem lektury i przed ostatecznym rozwikłaniem wszystkich emocjonujących go zagadek. Nie szukajmy tu oczywiście ani głębszej prawdy o opisywanej epoce, ani też wnikliwszego portretu głównego bohatera, Gallet nie był bowiem ani historykiem, ani psychologiem. To po prostu -że tak się wyrażę - doświadczony "kucharz literacki". I tacy jednak są przecież w literaturze potrzebni, a nawet pożądani. I tacy mają do odlegrania drębną rolę społeczno-literacką.

Wiktor Gomulicki Powieść Galleta przetłumaczył w r. 1898 poeta i poieściopisarz Wiktor Gomulicki (1848-1919), spóźniwszy się ze swoją opcją na przekład komedii Rostanda, ale utrzymawszy się jednak, pomimo tego niepowodzenia, przy swoim ulubionym bohaterze historycznym. Według tradycji rodzinnej przetłumaczył ją w ciągu niespełna dwóch tygodni, oderwawszy się w tym celu od prac poważniejszych, traktował bowiem tę pracę przekładową jako swoiste wytchnienie psychiczne, regenerujące znużony umysł i odwracające go na pewien czas od innej, poważniejszej i trudniejszej, tematyki literackiej. Przekład Gomulickiego miał dotychczas trzy wydania książkowe: w r. 1898 ("Biblioteka Dzieł Wyborowych"), w r. 1825 ("Biblioteka Groszowa") oraz w r. 1949.

Czytelnicy pragnący pogłębić swoje wiadomości o Cyranie oraz zapoznać się z jego oryginalnymi utworami literackimi, mogą już dzisiaj sięgnąć po pierwszy polski przekład jego dwóch zasadniczych powieści Utopijnych, które ukazały się pod wspólnym tytułem Tamten Świat (Warszawa 1956, Państwowy Instytut Wydawniczy, 396 str.). Tekst Cyrana, świetnie przetłumaczony przez Juliana Rogozińskiego, został poprzedzony w tym wydaniu bardzo starannym i wyczerpująco opracowanym wstępem Rachmiela Brandwajna, spod którego pióra wyszły również cenne objaśnienia naukowe.

Juliusz W. Gomulicki


PRZEDMOWA (Warszawa: Drukarnia Granowskiego i Sikorskiego, 1898)

Od chwili, kiedy Edmund Rostand wystawił w Paryżu swoją "komedyę bohaterską" w 5-ciu aktach, wierszem, p. t. Cyrano de Bergerac, nazwisko to stało się modnem i od roku rozbrzmiewa po Europie.

Właściciel tego nazwiska, nie wiele znany za życia, a po śmierci zupełnie zapomniany, dziś dopiero stał się naprawdę sławny, nie tyle dzięki utworom swoim, szlachetności charakteru, przygodom rycerskim, ile dzięki swemu... nosowi, który w komedyi p. Rostanda, niewątpliwie kunsztownej i retorycznej, lecz mało natchnionej, stał się figurą pierwszorzędną. "Wszystko dzieje się tam przez nos i... dla nosa, tak dalece, że z powodu przealembikowania tego motywu, czytelnik traci wiarę w owo bohaterstwo erotyczne Cyrana, graniczące wprost z farsą, i przypuszcza raczej, że figlarz ten, wcale nie skłonny do więzów matrymonialnych, czynił sobie taki sam sport z miłostek, jak z talentu swego i z pojedynków, żeby, zgodnie ze swą fantazyą nieokiełznaną, mógł przejść przez życie najmniejszemi więzami nieskrępowany. Czyż młodzieniec o namiętnościach żywiołowych, rycerz, który sam jeden zwycięża i rozprasza setkę ludzi, zawadyjaka, wyzywający co chwila na pojedynek, a wreszcie uczony i poeta, będzie podtrzymywał na ramionach swoich jakiegoś dudka, żeby mu ułatwić otrzymanie pocałunku od kobiety, którą sam kocha do szaleństwa?! Że Cyrano, z powodu wielkości swego nosa, stracił wiarę w możność zdobycia uczuć wzajemnych Roxany, niech i tak będzie, choć nam bardzo trudno uwierzyć w takiego bzika u mężczyzny, znającego dobrze swą wielkość i siłę nietylko w nosie. Ależ gdzie racya psychologiczna, żeby to zwątpienie, które mogło było skłonić Cyrana co najwyżej do rezygnacyi, zniewoliło go aż do ułatwienia swemu rywalowi schadzek śród nocy z najdroższą wybranką serca?! W owej scenie bohater z całem swojem poświęceniem rzekomem jest nieporównanie śmieszniejszy... od swego nosa! Rostand w tendencyjności swojej przeciągnął strunę, mało się licząc z wymaganiami prawdy psychologicznej.

- Ależ nie o komedyę Rostanda nam idzie, która zresztą posiada bardzo wiele piękności scenicznych i literackich.

- Prawda! Przepraszam za tę wycieczkę, która da się usprawiedliwiać chyba ową cyranomanią, grasującą i u nas bardzo szeroko. Ze względu, że już wyszły dwa polskie przekłady tej komedyi (a trzeci bardzo dobry, czeka nakładcy), gwoli odmianie "Biblioteka" daje dziś czytelnikom swoim "Przygody Cyrana Bergerac'a" w których, dla mnie przynajmniej, bohater ten jest nierównie sympatyczniejszy, niż u Rostanda i prawdziwszy. Tam Cyrano, mimo bohaterstw naciąganych, jest przeważnie zabawnym komedyantem, w "Przygodach" zaś - rycerzem. W komedyi budzi pewien niesmak, gdyż, bądź co bądź, oszukuje kobietę ubóstwianą bez najmniejszej zgoła potrzeby; w romansie zaś jest dzielnym rzecznikiem sprawiedliwości i niezłomnym obrońcą prawdy.

U Rostanda Cyrano dopuszcza się bardzo nie... prawidłowych mistyfikacyj w imię miłości i arcydziwnego poświęcenia; u Galleta naraża życie i przelewa krew swą dla przyjaźni. Pognajmyż się teraz cokolwiek bliżej z tym bohaterem, który przecież jest postacią historyczną.

Savinien Cyrano de Bergerac, gaskończyk, urodzony w roku 1620, był synem ubogiego szlachcica, który nie wiele się troszcząc o wykształcenie swych dzieci, oddał jednak Cyrana do kolegium Beauvais w Paryżu, gdzie młodzieniec rozwinął w sobie nienawiść do wszelkiej pedanteryi, a zwłaszcza szkolnej, którą też później surowo chłostał. Jednocześnie z Molierem słuchał filozofii Gassendiego, któremu też zawdzięczał swój sceptycyzm. Po skończeniu szkoły wszedł do gwardyi królewskiej i tu, żyjąc w gronie wesołych towarzyszów, zasłynął wkrótce jako nieustraszony mistrz pojedynków, które między innemi zawdzięczał i wielkości... swojego nosa. Niektórzy biografowie twierdzą, że dziesięć osób uśmiercił za to tylko, że się zbyt natrętnie nosowi jego przyglądały. Cyrano odbył wyprawę wojenną do Flandryi, lecz raniony podobno bardzo ciężko, musiał porzucić służbę wojskową, która zresztą nie licowała zupełnie z jego charakterem nieokiełznanym. Natomiast z całą gorliwością oddał się pracy zarówno beletrystycznej, jak naukowej, miał bowiem szczególne zamiłowanie do filozofii i do fizyki. Przy wielkiej niezależności charakteru był zawsze biedny, co zresztą nie dokuczało mu bardzo, gdyż, jak twierdzi M. Bret, przyjaciel i biograf Cyrana, był on w życiu bardzo umiarkowany i wstrzemięźliwy. W r. 1655, gdy szedł ulicą, ktoś przypadkowo, czy umyślnie zrzucił mu na głowę kłodę drzewa, co też było przyczyną jego śmierci. Umarł tedy bardzo młodo, bo w 35 roku życia.

Cyrano w "Listach" swoich, oraz tragedyi "Śmierć Agrypiny" hołdował smakowi współczesnemu, który się zasadzał na niesmacznej i niedorzecznej grze wyrazów, oraz na retoryce bombastycznej; lecz za to w "Opowiadaniach komicznych" dawszy upust swoim poglądom sceptycznym i zupełnej swobodzie ducha, wzniósł się do satyry oryginalnej.

Już w paru "Listach," które przeważnie są tylko ćwiczeniami retorycznemi, zaznaczył dążność swoją "płynięcia pod wodę" tam mianowicie, gdzie wystąpił przeciwko wierze w czarno-księstwo i gdzie orzeka się za Mazarynim przeciwko Frondzie. Tym, którzy napastowali kardynała za jego włoskie pochodzenie, odpowiadał, że "człowiek honorowy nie ma narodowości, nie jest Francuzem, Hiszpanem lub Niemcem, lecz obywatelem świata, mającym wszędzie swoją ojczyznę." Monarchista do szpiku kości, nienawidził szczerze demagogii, twierdząc, że Biblia nawet zabrania rządów ludowych.

Jedyną komedyą p. t. Le pedant joue, osnutą na wzorach włoskich, napisał Cyrano głównie dla ośmieszenia nauczyciela Grangiera, którego pedantyzmu w kolegium poeta nie mógł zapomnieć. Jakkolwiek na tę komedyę złożyły się i reminiscencye włoskie i niektóre lepsze szczegóły z powieści Sorela p. t. "Frańcion," to jednakże wykazał w niej autor i spro humoru oryginalnego. To też taki mistrz, jak Moliere, nie wahał się. przenieść z "Pedanta" całej sceny komicznej do swoich "Fourberies de Seapin," a nawet intryga w "L'amour mediecin" bardzo przypomina scenę końcową sztuki Cyrana.

Ale najoryginalni ej wystąpił Cyrano w swoich Romans comiąues, t. j. w dwu satyryczno-fantystycznych opisach podróży autora na księżyc i na słońce. W pierwszym z nich Cyrano występuje jako uczeń Gassendi'ego, przeciwko Deccartes'owi za jego poglądy na naturę zwierząt. Przecząc temu, żeby tylko człowiek był godnym naszej uwagi i nie chcąc w nim uznać króla stworzenia, autor przedstawia go tak maluczkim w otoczeniu obcem, nie znającem jego istoty, jak maluczkiemi i wprost maszynami wydają się ludziom zwierzęta, których człowiek zrozumieć nie jest wstanie. Główka kapusty -podług Cyrana- jest szczęśliwsza i szlachetniejsza od człowieka, natura bowiem, wolna od namiętności, od nędz miłości i nienawiści, dała roślinom takie zasoby, których my ludzie nie znamy. A przecież, nie znając natury istot wyższych, wierzymy w nie, bo zmysły nasze są za słabe do głębszego poznania rzeczy.

W wycieczce na słońce, mówiąc o przybyciu swojem na jedno z ciał niebieskich i o zrozumieniu języka mieszkających tam ludzi, którego nigdy nie słyszał, dodaje, że była to mowa prawdy i natury. Jak w świecie wiedzy prawda jest tylko jedna, tak jedna również istnieje mowa doskonała, odzwierciedlająca każdemu jasno i zrozumiale wszystkie pojęcia i uczucia. Jest to język natury lub instynktu. Kto ten język rozumie, może się nawet rozmawiać ze zwierzętami. Dotarłszy do słońca, Cyrano uczuł zupełną zmianę swej istoty i spostrzegł, że jest przezroczysty. Słońce - to źywa istota - wszystko, co na planetach umiera, oddaje ducha swego słońcu, zespalając się z jego gieniuszem. Tylko duchy najwyższe mogą tu zachować swą siłę indywidualną i życie własne. Na olbrzymiej wszakże kuli słonecznej znajduje się mnóstwo organizmów państwowych: monarchij i rzeczypospolitych. Są też państwa czworonogów, ptaków, roślin i kamieni.

Filozofowie, mieszkańcy słońca najdostojniejsi, mają tu także królestwo własne, a także sprawiedliwi, spokojni i kochający. Zabrawszy znajomość z całym światem duchów, których wyobraźnia jest tak potężna, że myśl każdą w lot urzeczywistnia, dostał się, na swoje nieszczęście, do kraju ptaków, na czele których stał król, ale nie orzeł, bo ten już stracił swą godność. Co 6 miesięcy wybierano króla z pośród ptaków najłagodniejszych, żeby monarcha i sam był wolny od wszelkiej nienawiści i innych do niej nie pobudzał, unikając wojny, jako źródła nieszczczęść wszelakich. Co tydzień zlatywały się ptaki na zgromadzenie ogólne, a trzy skargi przeciw królowi pozbawiały go tronu. Ptaki przyjęły go bardzo źle, pomimo, że wówczas gołąb królował. Nienawiść ich do ludzi była śmiertelna. Związanego Cyrana stawiono przed sądem. Co za upokorzenie dla człowieka, pełnego dumy, gdy słuchać musi, że nim zwierzęta pogardzają, że ptaki nawet drwią sobie z owej istoty, która, przychodząc na świai naga i niedołężna, ma pretensyę do panowania nad zwie rzętami. Toż ten człowiek -wołały ptaki- tak jest bezrozumny, że 'nie umiejąc rozróżnić cukru od arszeniku i cykuty od piętruszki, wierzy, oparty na zmysłach, w dojście do prawdy. Dla oca enia się, Cyrano oświadczył sądowi, że nie jest człowiekiem, lecz małpą. Skoro jednak dla stwierdzenia tego polecono mu dokonać odpowiednich na drzewie ewolucyj gimnastycznych, kłamstwo wydało się zaraz, a prokurator ptasi w mowie mistrzowskiej stwierdził pochodzenie ludzkie cudzoziemca, ponieważ tenże kłamie bezczelnie, śmieje się jak błazen, płacze jak głupiec, i nos uciera. Na śmierć skazany Cyrano ocalał, dzięki papudze, która kiedyś z niewoli wyswobodził.

Oto cała spuścizna po Bergeracu, który przy dużej wiedzy i talencie niezaprzeczonym, a nadewszystko przy niezależności i odwadze swoich przekonań byłby może zajął wybitne miej sce w literaturze, gdyby nie śmierć przedwczesna. Umarł nie doszedłszy do równowagi ducha i do harmonii artystycznej w swoich utworach.

Fala stuleci następnych pogrążyła twórcę "Historyj komicznych" w zapomnieniu. Zaledwie erudyci wiedzieli o nim cokolwiek. Dopiero w drugiej połowie tego wieku przypomniał go światu Victor Fournel w "La litterature independante et les ecrivains oublies," t. i. w książce o pisarzach zapomnianych wieku XVII-go.

Czy przypuszczał Cyrano, że imię jego stanie się kiedyś tak popularne przez... belletrystów?...

Zanim Rostand odtworzył Bergeraca w komedyi, już przed dwudziestu parulaty uczynił go bohaterem romansu Ludwik Gallet, któremu teraz musimy poświęcić słów kilka.

L. Gallet ur. w r. 1835 w Yalence. Po przybyciu do Paryża otrzymał posadę w Zarządzie dobroczynności publicznej i tu ostatecznie doszedł do urzędu inspektora. Oddawszy się z całem zamiłowaniem pracy literackiej, napisał romanse: Les con-fidences d'un baiser, Les aventures de C. Bergerac, Le petit docteur, Sarah Blondel, La Borgnotte i Doris, dramat Le coupeur d'oreilles, komedyę Crispin battu, poemat Patria, dzieła, różne, jak: Notes d'un librettiste, Musigue contempo-raine, Guerre et commune i t. d. Wsławił się też jako arcypłodny i utalentowany librecista. Pomijając dziesiątki innych, mniej znanych, przytoczymy tylko libretta głośniejsze, jak: Marie Magdalaine, Le roi de Lahorre, Le Cid, Thais (Masseriet), Cinq Mars (Gounod), Djamileh (Bizet), La princesse jaune, t Etienne Mer cel, Proserpine, Le Deluge, Fredegonde (Saint-,ens) i wiele innych. Otoczony sympatyą powszechną, umarł i 4-go października r. b.

J.A Święcicki


Akt pierwszy ; Akt drugi ; Akt trzeci ; Akt czwarty ; Akt piąty

Cyrano de Bergerac Edmonda Rostanda w Polsce

strona startowa - kliknij!
www.cyrano0.republika.pl
cyrano0@op.pl
Gabriela Bonk