strona główna Złote myśli, aforyzmy Cytaty, fragmenty adaptacje sceniczne polskie wydania polskie tłumaczenia autor - Edmond Rostand Cyrano de Bergerac - bohater adaptacje filmowe i inne ciekawostki - informacje linki

Cyrano de Bergerac Edmonda Rostanda w Polsce

Cytaty, fragmenty dramatu
Cyrano de Bergerac
Edmonda Rostanda - Des fragments du texte

W podawanych na witrynie fragmentach tekstu zachowano ortografię z przedwojennych wydań dramatu.

Pełny tekst w formacie Word tom pierwszytom drugi
Akt pierwszy ; Akt drugi ; Akt trzeci ; Akt czwarty ; Akt piąty


Oryginał
Edmond Rostand:

Et que faudrait-il faire ?
Chercher un protecteur puissant, prendre un patron,
Et comme un lierre obscur qui circonvient un tronc
Et s'en fait un tuteur en lui léchant l'écorce,
Grimper par ruse au lieu de s'élever par force ?
Non, merci. Dédier, comme tous ils le font,
Des vers aux financiers ? se changer en bouffon
Dans l'espoir vil de voir, aux lčvres d'un ministre,
Naître un sourire, enfin, qui ne soit pas sinistre ?
Non, merci. (...)

tł. Maria Chwalibóg

A więc mamże na to,
Mam szukać protektora i uchylać czoło
I jakoby bluszcz giętki, co kręci się w koło
Pieńka opiekuńczego i liże wciąż korę?
Wznosić się mam przez podstęp, albo przez pokorę?
A nie siłą? Jak oni wszyscy dedykować
Wiersze swoje bankierom, przed nimi błaznować,
Na oblicze ministra przywieść uśmiech płaski,
Lękać się cudzej groźby, albo też niełaski?
Dziękuję! (...)

tł. Bolesław Londyński

Tak, lecz na to muszę
Protekcyi szukać, obierać patrona,
Jak ta nić bluszczu, co to okręcona
Wkoło pnia, liże mu spróchniałą korę.
Nie siłą pchać się, ale przez pokorę.
Dzięki za łaskę. Mam pisywać ody na bankierów, z błaznem iść w zawody,
W podłej nadziei, że nad moją zwrotką
Imć pan minister uśmiechnie się słodko?
Dzięki za łaskę. (...)

tł. Włodzimierz Zagórski

Cóż więc w celu tym uczynić muszę?...
Uczepić się gdzieś klamki na magnackim dworze,
I jak ów bluszcz, po dębu pełzający korze,
Piąć się w górę służalstwem, a nie własną siłą?...
Nie, dzięki!... Dedykować, jak tylu zrobiło
Wiersze swe mecenasom głupim i przywyknąć,
By błazna lisi ogon w pióropusz zamienić,
By chmurną twarz ministra śmiechem rozpromienić?...
Nie, dzięki!... (...)

tł. Jan Kasprowicz

Więc cóż robić muszę?
Mam szukać protektora, brać sobie patrona
i jak ten marny powój, co gibkie ramiona
owija wokół dębu i liżąc mu korę,
o jego grzbiet opiera swoje łętki chore?
Mam piąć się, zamiast siłą, drogami fortelu?
Nie! dzięki! Mam swych wierszach jak to czyni wielu,
wysławiać dobroć paniąt, uwielbiać bankiery,
błaznować, aby uśmiech - do tego nie szczery -
Zobaczyć na obliczu ministra? Nie, dzięki!

tł. Joanna Walter

A więc co mam robić?
Rozejrzeć się za jakimś możnym protektorem?
Lizać, płaszczyć się przed nim, udawać pokorę?
Iść do góry nie siłą, lecz chytrym podstępem?
Nie, dzięki.
Dedykować dygnitarzom tępym
wiersze, jak wszyscy innni? Zamienić się w błazna,
By szczęścia aprobaty z ust ministra zazbać?
Strzec się, by mnie przypadkiem nie poniosła werwa
I drżeć, aby nagany odeń nie oberwać?
Nie, dzięki. (...)

tł. Małgorzata Musierowicz

I cóż więc miałbym robić?
Znaleźć możną protekcję, stabilną podporę
I jak bluszcz nędzny opleść pień, liżąc mu korę,
Wspinać się przez krętactwo, nie przez zdrową siłę?
Nie, dzięki! - Mam wymyślać dedykacje miłe,
Poświęcać swoje wiersze panom finansistom?
Błaznować, by wywołać na ustach ministra
Uśmiech? Nie, dzięki! - Zjadać żabę na śniadanie?
Padać plackiem? Mieć startą skórę na kolanie?
Trenować giętkość grzbietu? Umieć się pokłonić?
Nie, dzięki! (...)


tł. Włodzimierz Zagórski:

Na końcu przesłania, zadaję pchnięcie.

Nos wielki mieć może tylko mąż rozumny,
Uprzejmy, dobry, hojny, sprawiedliwy, mężny,
Wspaniałomyślny, miły - słowem miary takiej,
Jak ja.

Wiem, że zduszą mnie wasze uściski padalcze:
Nic nie szkodzi, ja walczę! ja walczę! ja walczę!

Pióropusz mój biały!

tł. Maria Konopnicka:

Im serca mego bierzesz więcej - tym go mam więcej.

tł. Bolesław Londyński:

Bierzesz mi serca, tem kocham goręcej.

Sercem bóle koję.
Zabrałaś moje, odeślij mi swoje!


tł. Jan Kasporowicz:

To są Kadeci z Gaskonji
Karbona de Kastel-Żalu!
Najpierwsi do łgarstwa i broni -
to są Kadeci z Gaskonji...
Szlachectwo im bije ze skroni,
choć w każdym łotrzyków jest dwu
to są kadeci z Gaskonji Karbona de Kastel-Żalu.

Chód czapli, wzrok orli się płoni,
a zęby wystarczą i lwu:
gdy wgryzą się w podłość, już po niej!
Chód czapli, wzrok orli się płoni,
czupryna, jak grzywa u koni,
choć kołpak, że rzucić go psu!
Chód czapli, wzrok orli się płonie,
a zęby - wystarczą i lwu!

Wal-pyski, Pruj-brzuchy, tak oni
z krwawego mianują się chrztu!
Ich dusze, skąpane w chwał toni -
Wal-pyski, Pruj-brzuchy - to oni!
Gdzie drą się i tłuką, tam goni
z nich każdy, jak wściekły, bez tchu!
Wal-pyski, Pruj brzuchy, tak oni,
z krwawego mianują się chrztu!...

Oto Kadeci z Gaskonji,
co budzą rogali ze snu!
Kobieto! Którz Ciebie obroni?
Oto Kadeci z Gaskonji!
Mąż w zęby z zazdrości niech dzwoni!
Hej! grajcie! śpiewajcie! ku! ku!
Oto kadeci z Gaskonji,
co budzą rogali ze snu!

tł. Bolesław Londyński:

Gaskońscy to Rycerze są
Carbona de Cartel-Jaloux
Na wióry tną, bez sromu łżą,
Gaskońscy to Rycerze są.
Co chłop to herb, w szlachectwo dmą,
Przesadzi każdy zbirów stu!
Gaskońscy to Rycerze są
Carbona de Castel-Jaloux.

Bociani krok i orli wzrok,
I koci wąs, i wilcze kły.
Kanalję wroga zmiata w skok
Bociani krok i orli wzrok.
Ich stary pilśń w krwi nieraz mókł,
Pióropusz dziur pokrywa szwy,
Bociani krok i orli wzrok,
I koci wąs i wilcze kły!

Rębajło-Zuch i Przebij-Brzuch,
Przydomki to najsłodsze im.
Pijanym sławą jest ich duch.
Rębajło-Zuch i Przebij-Brzuch
Do schadzki tam kierują słuch,
Gdzie bój, gdzie wir, gdzie żar, gdzie dym!
Rębajło-Zuch i Przebij-Brzuch
Przydomki to najsłodsze im!

Gaskońscy to kadeci są,
Więc stary mężu, precz co tchu!
Choć żonka jędza-skuszą ją:
Gaskońscy to kadeci są!
Fujarki, piosnkę grajcie swą,
Kukułko, śpiewaj im ku-ku!
Gaskońscy to rycerze są,
Więc z drogi im, precz, precz, co tchu!

tł. Włodzimierz Zagórski:

Gaskońskie oto są junaki
Carbona de Castel-Jaloux
Bezczelni łgarze, zabijaki,
Gaskońskie oto są junaki!...
Tak dumni każdy, jak król jaki
Bo w każdym łotr, lecz szlachty dwa;
Gaskońskie oto są junaki
Carbona de Castel-Jaloux!...

Wzrok orli, czapli chód, lwie kłaki,
Wąs rysi, głód wilczego kłu!
W puch walą podły gmni wszelaki
Wzrok orli, czapli chód, lwie kłaki!...
Ich kapelusze- to przetaki
Lecz za to czub - od dyabłów stu!
Wzrok orli, czapli chod, lwie kłaki,
Wąs rysi, głód wilczego kłu!...

"Rozwal-mu-pysk" i "Pruj-mu-flaki" -
Tak zową się z krwawego chrztu!
Krew chłepcą tak, jak lwie szczeniaki
"Rozwal-mu-pysk" i "Pruj-mu-flaki!"...
Gdzie gra na pięść-kij-nóż-taskaki.
He-hej! w lot pędzą rtam co tchu:
"Rozwal-mu-pysk" i "Pruj-mu-flaki" -
Tak zową się z krwawego chrztu!

Gaskońskie oto sa junaki,
Co mężom spokój trują sun!
Kobietko dyable siedmioraki! -
Gaskońskie oto są junaki!...
Niech rogal z gniewu ssie kulaki:
Graj trąbko, graj: Tra-ta!... Ku-ku!
Gaskońskie oto są junaki,
Co mężom spokój trują snu!...

tł. Maria Chwalibóg

To są gaskońscy kadeci,
Wódz ich de Castel-Jaloux;
Łotry, łgarze, jak poeci,
To są gaskońscy kadeci.
Baronowie od stuleci,
Zawadyaków w każdym stu.
To są gaskońscy kadeci,
Wódz ich de Castel-Jaloux.

Orle pióro, chód bociani,
Rysie wąsy, wilczy ząb;
Biada temu, kto ich gani,
Orle oko, chód bociani,
Czapka w dziury - póro na niej,
Jeden w drugi chłopak dąb.
Orle oko, chd bociani,
Rysie wąsy, wilczy ząb.

Wal-po-trąbie, płataj-brzuchy!
Tak się oni słodko zwą.
Sławy wiecznie żądne duchy,
Wal-po-trąbie, płataj brzuchy!
Gdzie się tłuką, biją zuchy,
Tam kadeci lecą ćmą.
Wal-po-trąbie, płataj-brzuchy!
Tak się oni słodko zwą.

Oto gaskońscy kadeci!
Niechaj drży zazdrosny mąż.
Gdzie się tylko mundur świeci,
Gdzie gaskońscy są kadeci,
Tam spódniczka każda leci.
Grajcie trąbki, gracie wciąż!
Oto gaskońscy kadeci,
Niechaj drży zazdrosny mąż.

PIEŚŃ KADETÓW (z Musicalu Cyrano Ernesta Brylla)

Jak jest w tradycji naszej starej
Którą na pamięć każdy zna
Kto honor ma pod tym sztandarem
Służyć
I zna jak każdy z nas
Pieśni gaskońskie ,pieśni miłe
Niewinne, ciche tak jak my
O ptaszkach co śpiewają miłość
I żaden z ptaszków nie jest zły...


O chłopcach, którzy nigdy siły
Nie używają...
Boże broń
Wszak pojedynki im niemiłe
I wolą kwiatek niźli broń



Szpadę trzymają z obrzydzeniem
Bo to śmiertelna przecież stal
Mają modlitwy w wielkiej cenie
Wolą różaniec niźli bal


Kto zatem, służy w regimencie
Pokornym, cichym
Prawie mnisim
I kto w niewinność wierzy święcie
I mówi szeptem. Głosem mysim
Kto weźmie w gębę dziesięć razy
Zanim się ręka mu odwinie
Ten jest Gaskończyk. Bez obrazy
Gaskonia przecie z tego słynie
Że skromna
Nie zadziera nosa
Że nie rwie wcale się do boju
Gdy inni ryczą wielkim głosem
Gaskonia wciąż pokornie stoi.


Kto więc w ubóstwie i czystości
Bez wina, kobiet bez bankietów
Bez pojedynków i gry w kości
Chce żyć...
Niech śpiewa pieśni kadetów

Gaskońscy kadeci
Najspokojniejsi w świecie
Po prostu baranki
Z dziecinnej malowanki
Niech patrzy. Niech się dziejów uczy
Najcnotliwszego spośród nas
Który pacierze tylko mruczał
Szpady nie dotknął ani raz


Gaskońscy kadeci
Najpokorniejsi w świecie
Po prostu baranki
Z dziecinnej malowanki

Kto kłamie gadając
Że ciągle hulają
Że lubią dziewczynki
I nocne pojedynki

Kto w kącie coś bredzi
Że diabeł w nas siedzi
Że pycha nas rozdyma
Chyba sumienia nie ma


Kto więc w ubóstwie i czystości
Bez wina, kobiet , bez hulanek
Bez pojedynków i gry w kości
Chce razem z nami iść w nieznane
Niech patrzy, niech się dziejów uczy
Najcnotliwszego spośród nas
Który pacierze tylko mruczał
Szpady nie dotknął ani raz
O którym w pieśniach powiadano
Bądź tak spokojny jak Cyrano....

Oryginał
Edmond Rostand:

Ce sont les cadets de Gascogne
De Carbon de Castel-Jaloux ;
Bretteurs et menteurs sans vergogne,
Ce sont les cadets de Gascogne !
Parlant blason, lambel, bastogne,
Tous plus nobles que des filous,
Ce sont les cadets de Gascogne
De Carbon de Castel-Jaloux

Oeil d'aigle, jambe de cigogne,
Moustache de chat, dents de loups,
Fendant la canaille qui grogne,
Oeil d'aigle, jambe de cigogne,
Ils vont, -coiffés d'un vieux vigogne
Dont la plume cache les trous !-
Oeil d'aigle, jambe de cigogne,
Moustache de chat, dents de loups !

Perce-Bedaine et Casse-Trogne
Sont leurs sobriquets les plus doux ;
De gloire, leur âme est ivrogne !
Perce-Bedaine et Casse-Trogne,
Dans tous les endroits oů l'on cogne
Ils se donnent des rendez-vous...
Perce-Bedaine et Casse-Trogne
Sont leurs sobriquets les plus doux !

Voici les cadets de Gascogne
Qui font cocus tous les jaloux !
O femme, adorable carogne,
Voici les cadets de Gascogne !
Que le vieil époux se renfrogne
Sonnez, clairons ! chantez, coucous !
Voici les cadets de Gascogne
Qui font cocus tous les jaloux !


         

tł. Bolesław Londyński:

Ja o błyskotki i cacka nie stoję,
Dla mnie swoboda, szczerość - oto stroje!

Rękawiczek nie mam! godne kary!
Mam wprawdzie jedną z bardzo starej pary,
Tamta mi wielka przysługę oddała,
Bom ją w twarz cisnął pewnego bęcwała.

Bierzcie mi wszystko - róże i wawrzyny,
Rwijcie!... lecz wara od rzeczy jedynej,
Którą zabiorę z sobą tam, do Boga
Którą pył zmiotę z błękitnego proga.
Jedynej rzeczy bez skazy, tej, którą
Wbrew wam, zabiorę!
Ta rzecz?
Moje pióro.


tł. Bolesław Londyński:

Z tej wysokości niech słówko odmowy
Spadnie mi z serca, a grób już gotowy.

Zmierzam do gwiazdy, lecz cóż, naostatek,
Nie chcąc być śmiesznym, zrywam ledwo kwiatek.

Wszystko co twoje duszę mi upaja.


Oryginał
Edmond Rostand:

Les feuilles !
levant la tęte, et regardant au loin, dans les
allées
Elles sont d'un blond vénitien.
Regardez-les tomber.

Comme elles tombent bien !
Dans ce trajet si court de la branche ŕ la terre,
Comme elles savent mettre une beauté derničre,
Et malgré leur terreur de pourrir sur le sol,
Veulent que cette chute ait la grâce d'un vol !

tł. Bolesław Londyński:

Ach, liście!
Złote!
Jak spadają pięknie!
W krótkim przelocie z gałązki do ziemi
Umieją przecież lśnić wdziękami swemi,
A choć ich trwoży zgnilizna mogiły,
Chcą być tak piękne, jakby jeszcze żyły.

tł. Włodzimierz Zagórski:

Liście!
Wenecko-żółtą wszystkie barwę mają.
Przyjrzyj się, jak spadają.
Jak dobrze spadają!
W tej podróży tak krótkiej z gałęzi ku ziemi,
Umieją pięknościami błysnąć ostatniemi,
I mimo świadomości dążenia ku błotu.
Pragną, by ten upadek miał powab polotu!

tł. Jan Kasporowicz:

Liście!
Wenecko-złotą barwą zwiedłe liście świecą.
A tylko patrz, jak lecą!
Ach! jak pięknie lecą!
W tej drodze tak króciutkiej z gałęzi ku ziemi
umieją pięknościami zalśnić ostatniemi!
I chociaż drżą ze strachu, iż ulegną błotu,
pragną˙˙by ten upadek miał urok polotu.

tł. Maria Chwalibóg

Liście!
Lecą cicho.
Popatrz na nie, Cyrano, jak wolno spadają,
Złotem rdzawem weneckim potrząsać się zdają.
W swoim biegu tak krótkim od drzewa do ziemi,
Pragną jakby zajaśnieć blaski ostatniemi,
Pomimo grozy skonu, pleśni i zgnilizny.
Ich spadek ma wdzięk smutny odlotu z ojczyzny.


tł. Włodzimierz Zagórski:

Nie widząc się wzajemnie, milej się rozmawia.

Chcę zdjąć gwiazdę, lecz tracę odwagi ostatek
I aby nie być śmiesznym, zrywam tylko kwiatek.

Dla twojego szczęścia dam swoje w zastawie.

To zawiele nad skromne moje spodziewanie,
To przeszło mą nadzieję.

Bądźcie
Muzami naszych wierszy, ale ich nie sądźcie.

Zdumiewać ludzi we wszystkim i wszędzie.

Ja kocham... to tak proste, ach, a tak szalone!...

Więc piszmy list ony,
Stokrotnie pomyślany, stokroć przerobiony.

Krew się we mnie pieni,
Na myśl samą, że kropkę jedną mi ktoś zamieni.

Najlepszą zapłatą za wiersz, który zrobię,
Jest to, że mnie upaja, gdy go nucę sobie!

Czynię to z zasady, bo to czasem rzeźwi,
Być szalonym narwańcem, gdy inni zbyt trzeźwi...

Być samotnym, to prawda, lecz sobą! - lecz wolnym!


tł. Bolesław Londyński:

Mój nos jest potężny (...)
Wiedz, że się szczycę wypukłością taką.
Wielki nos bowiem czymże jest? oznaką
Serca, dobroci, grzeczności, słodyczy
Swobody, męstwa. Takim ja!
(...)
Zaczepny "Gdybym miał nos taki duży,
Wnetbym go sobie ściąć kazał do szczętu."

Przyjazny "Jakże pić możesz bez wstrętu?
W szklance go maczasz, kadź by mu się zdała!"

Ton opisowy - "To cypel, szczyt, skała
Przylądek - mało, półwysep - to słowo!"

Zdziwiony: "Czy za pochwę nożyczkową,
Czy za kran służy no puzdro podłużne?"

Wdzięczny: "Lubicie ponoć ptactwo różne,
Gdy pozwalacie, by ptaszki w rozpędzie
Na tym nochalu siadły jak na grzędzie?"

Drażliwy: " Pewno gdy fajke plaicie
Dym wam się z nosa kłębi tak obficie
Iż sąsiad woła, że sadza się pali?"

Ton ostrzegawczy: "Baczność! Bo cię zwali
Ten kloc i brzękniesz nosem o podłogę."

Czuły: "Parasol sprawcie mu, przez trwogę,
Iżby na słońcu nie wyblakł w połowie!"

Uczony: "Zwierz, co Aristifan zowie
Hippo-campele-phanto-camelosem
Może się tylko szczycić takim nosem!"

Ton kawalerski: "Więc to wieszak modny?
Na kapelusze w istocie dogodny!"

Przesadny: "W żadnymsię wietrze, nochalu,
Nie zakatarzysz, chyba że w mistralu!"

Dramat: "To Morze czerwone gdy krwawi!"

Podziw: "Czy to koncha? Czyś trytonem?
Zwiedzać ten pomnik czy jest dozwolonem?"

Szacunek powie: "Znoś pokorne głowy,
Skoro ci wyrósł taki dom frontowy!"

Ton wiejski: "Icie, a to nosisko!
Nikej to rzepa, nikej melonisko!"

Wojskowy: "Ostro, marsz na kawalerię!"

Praktyczny: "Może puścisz go w loterię?
On wielkim losem będzie! Ta tak pięknie!"

W końcu parodyant Pyrama wyjętnie:
"Harmoni w rysach pozbawił dziedzica
Zdrajca! Zczerwieniał w samym środku lica."

tł. Jan Kasporowicz:

Ni kropelki
już więcej!... O, to kuso, przezacny młodziku!
Różności tu by można powiedzieć bez liku,
zmieniając ton... uważaj, niech ci przykład służy:
Zaczepnie : ja, mój panie, mając nos tak duży,
od razu amputować kazałbym to dziwo...
Przyjaźnie: waść go maczasz w szklance! Jako żywo,
potrzebny ci jest kufel!... Dalej - obrazowo:
To skała! szczyt! przylądek ! Gdzie tam! Mylne słowo!
Półwysep, nie przylądek! Ciekawie: futerał,
a cóżby on - nożyce czy piórnik zawierał?
Z przymileniem; waść pewnie miał ptaszki na względzie
i pragniesz po ojcowsku, aby na tej grzędzie
siadało to biedactwo ? Żartem : kiedy nosem
dym puszczasz, paląc fajkę, czyliż wielkim głosem
nie daje znać ci sąsiad, żeć się palą sadze
w kominie? Z życzliwością: O! uważać radzę,
bo głowa, tym ciężarem na dół pociągnięta,
powali cię o ziemię. Uprzejmie; pamięta
Waść rozpiąć parasolik, ażeby,- broń Boże.
nie stracił nos w tem słońcu na swoim kolorze ?

Pedancko : Mości panie ! W Arystofanesie
Hippokampelofantokamelosem zwie się
jedyny zwierz, co taką na czole posiada
potężną chrzęść! Wesoło : Ej! hak to nielada!
Mój drogi przyjacielu! zapewne to modne
wieszadło na, kapelusz i bardzo wygodne!
Z emfazą: Żaden wiatr cię, o ty nosie walny,
nie zdoła zakatarzyć, chyba borealny!

Tragicznie: Krew zeń morzem wycieka Czerwonem !
Lirycznie: Czy to koncha, a waćpan Trytonem !
Z podziwem : Coś takiego rzadko się wydarza,
cóż to byłby za pyszny szyld dla perfumiarza!
Naiwnie : kiedyż zwiedzać można ten budynek?
Z respektem : to się zowie szczytem wchodzić w rynek!
Po sielsku: Hę? to nosem ma być taprzylepa?
To chyba maty arbuz, abo wielka rzepa!
Wojskowo : w kawalerję skierować to działo!
Praktycznie: Na loterję puścićby się zdało!
Z pewnością wielki los by wygrał, drogi panie !

Lub wreszcie, przedrzeźniając Pyramowe łkanie:
To nos, co rysów władzcy swojego harmonję
zakłócił i dlatego ten zdrajca tak płonie !

Ot widzisz! to mniej więcej mogłeś mi wypalić,
gdybyś się mógł dowcipem i wiedzą pochwalić!
Dowcipu ni źdźbła w tobie, o najlichszy w świecie!
A zasię co do wiedzy, to znasz w alfabecie
cztery głoski, tworzące wyraz: kiep!..
A przytem -
jeżelibyś z potrzebną inwencją i sprytem
potrafił mi te wszystkie rozhukane żarty
w twarz rzucić przed tem gronem, wierzaj: w części czwartej
połowy moich pierwszych wyrazów twe usta
musiałbyś zamknąć, panie ! Byłaby to pusta
robota: ja sam z siebie drwić do syta mogę,
lecz wierz mi waść, że innym wnet bym przeciął drogę!


tł. Włodzimierz Zagórski:

Znakomitszej istoty niema na tym świecie!...
Rymopis! ...
Muzyk zdolny!...
Fizyk!...
Zawadyaka!...
A jaki cudak pyszny; butna mina jaka!...
O tak, tak, dziwak z niego!... I wątpię okrutnie,
By tę postać, co z tłumu odkrywa sie butnie,
Uroczysty pan Champaigne uwiecznił na płótnie;
Lecz przesadny, dziwaczny, pocieszny, szalony,
Dla Callota - on jakby umyślnie stworzony
Ten warchoł... o trzech czubkach!... kaftan... sześciopoły!...
I płaszcz, który zadziera z tyłu jego buta
Szpadą... niby zuchwały ogon u koguta...
Butniejszy, niźli wszystkie Gaskończyki razem,
Dumnego Artbabana będący obrazem,
Dźwiga on ponad sutą kryzą Pukinelli
Nos;... ach, Waszmoście mili, czyście też widzieli,
Ten nos? ... Na widok jego, gdy się z nim przechadza
Zbira nas chęć zawołać: "Ależ, nie przesadza!...."
I patrzym, zali tego nie złożytoboła;...
A pan de Cyrano nie składa go zgoła!...


tł. Bolesław Londyński:

W tym grobie leży - Rycerz z rycerzy,
Mąż, pełen cnoty - Szydził z głupoty,
Filozof tęgi - Wertował księgi,
Pieśniarz dorzeczny - żeglarz powietrzny,
Muzyk, artysta - I balladzista.

Zmarł ze spokojnym obliczem.
Był wszystkim, a nie był niczem.
Gdy w łeb mu dano,
Runął w znak
Zwał się Cyrano
De Bergerac.


tł. Włodzimierz Zagórski:

Nie podtrzymujcie mnie! Precz! Nic prócz tego drzewa!
Już się zbliża. Jak marmur ciąży mi cholewa
- Jak ołów rękawica!
Oh!... już kosą dzwoni,
Zaczekam na nią, stojąc
i ze szpadą w dłoni!

Cyrano!

Och, Cyrano!

Coż patrzy z ukosa...
Ona śmie patrzeć na mój nos, ta płaskonosa!
Co mówisz?... To daremne?... Twój wyrok mi znany!
Lecz nie walczy się tylko w nadzii wygranej!
To piękniej, gdy napróżno, bo za ideały!
- Ale któż są ci wszyscy? - Jest was legjon cały?
Poznaję starych wrogów! Na czele mych gości
Kłamstwo?
Masz! masz! - Ha, ha, ha! Przesądy, Podłości
Kompromisy!
Co, chcecie, bym wchodził w ugodę?
Nigdy, nigdy! - Ah! jesteś, Głupstwo, wiecznie młode!

- Wiem, że zduszą mnie wasze uściski padalcze;
Nic nie szkodzi; ja walczę! ja walczę! ja walczę!
Wydzierajcie mi wszystko, róże, laury wieszcze!
Wydzierajcie! Wbrew waszej woli jest cos jeszcze,
Co unoszę czem, teraz, gdy wejde do Boga
Zmiotę proch w mum pokłonie z gwiaździstego proga,
Jest coś, co bez zagięcia, bez plamy, z dni chwały
Unoszę...

To jest...

Jest to?...

Pióropusz mój biały.


fragmenty, które mniej więcej pamiętam ze spektaklu TV
(prawdopodobnie - tłumaczenie Joanny Walter lub Konopnicka, Zagórski)

Kwadrans minął, ślub wzięty - skończone gadanie.

Cóż to, dla szlachcica - spaść z księżyca?

Ja kocham - to tak proste, a tak jest szalone.

Na nos mój płaskonosa chce spojrzeć?
Do broni! Zaczekam na nią stojąc i ze szpadą w dłoni!
(...)
Nie, nie chcę pomocy- nic, prócz drzewa
Spojrzę jej w oczy
(...)
Mój pióropusz biały...

Liście, spójrz, jak spadają
jak to robią ładnie
ile urody w tej ich podróży ostatniej
Kiedy je podmuch wiatru odrywa z gałęzi
wznoszą się, jakby wreszcie zerwano im więzy
(...)
Zamieniają upadek - w pełne wdzięku loty

Cyrano de Bergerac Edmonda Rostanda w Polsce

strona startowa - kliknij!
www.cyrano0.republika.pl
cyrano0@op.pl
Gabriela Bonk